piątek, 22 czerwca 2012

Ja

Dziś troszkę o mnie i moich szyjątkach.

Zaczęło się zupełnie niedawno, od tildowego królika, którego kupiłam, jako prezent dla bratanka.
Zauroczył mnie ten jegomość i wkręciłam się na tyle, żeby pokusić się o próbę swych sił przy maszynie.
Mimo, że moja mama jest zawodową krawcową, mnie jakoś nigdy do tego nie ciągnęło, pewnie też dlatego, że zawsze wszystko dla mnie szyła i przerabiała Ona.

Mama mojego ukochanego pożyczyła mi swego Łucznika, ja zaopatrzyłam się w jakieś skrawki i podjęłam pierwsze próby...  Oto one:








To moje pierwsze próby, chociaż w sumie jest ich dużo więcej, bo szyłam codziennie, jak szalona :P


A to Anielice:



I inne tildowe wariacje:





To próba...

Każda opinia jest dla mnie na wagę złota...


A dziś zajrzałam na chwilkę do Ikea i oto, co przywiozłam do domu:


Serwetki dla Agaty na pociechę, bo wczoraj coś jej nie wyszło dekupażowo i marudziła ;)
Osłonka na doniczkę powędruje do pracowni, może storczyk, który uparcie nie chce zakwitnąć wreszcie się odobrazi kiedy zobaczy jak się dla niego staram :)
A ściereczki dla mnie... Nie wiem po co... :)

Pozdrawiam :)





4 komentarze:

  1. Śliczne są. Życzę, żeby Wam wszystko wyszło.
    http://mamaczworga.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. pomarańczowe są kurki, białe to koguty.
    Gabrysia, 4 lata.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak sobie mysle dlaczego ja dopiero teraz do Ciebie dotarłam.
    Rany jakie Ty piękne rzeczy tworzysz ,jestem pod ogromnym wrażeniem.
    z przyjemnosci dodaje bloga do ulubionych i pozwole sobie zagladać
    Pozdrawiam ;)

    OdpowiedzUsuń